Dzisiaj będzie dzień marudzenia i użalania się nad sobą.
Dzieciństwo było czasem nabierania odporności, co mi wychodziło całkiem dobrze.
Na dworze codziennie spędzałam przynajmniej po 12 h, zaczynając nawet samotnym spacerem o godzinie 7. Tak było na wsi. Po przeprowadzce może łącznie było tak przez cały tydzień. Rezultaty mogę poczuć teraz, chorując co miesiąc na mini grypę..
Wiem też, że miałam problemy z sercem. Przeszło mi po porcji tabletek i przeprowadzanych badaniach hm w ciągu dwóch lat. Wiem też, że od najmłodszych lat miałam bóle głowy, co teraz przejawia się migreną pomimo przyjmowania kolejnych tabletek nie zawsze pomagają wtedy trzeba leżeć na łożu śmierci przez 3 dni.
Wiem też, że pojawił się kolejny nieprzyjaciel - ten przeraża mnie najbardziej.
Moja mama chce żebym wyzdrowiała, ale przykre jest to, że go wstajesz rano idąc w kuchni widzisz przygotowane już przez nią lekarstwa.. Przykre jest też to, że nawet ona ostatnio przyznała, że jestem naprawdę chora, słowa których nie chce słyszeć, nie mam ochoty sobie o tym przypominać.
Nie..ja wiem dlaczego to pisze..to wszystko przez nią, tak, tak działa właśnie mój organizm..
O. przypomniało mi się jedno pytanie jakie ktoś mi jakiś czas temu zadał.
Wtedy zaprzeczyłam, ale teraz muszę się zgodzić, zaczęłam negatywnie wszystko oceniać, moje myśli odwróciły się o 180st. Lecz czasem kołują się i wracają na swoje miejsce - to jest plus.
Po tym przychodzą myśli dobre, które pozwalają ci wciąż na spełnianie marzeń,
na dążenie do tego co sobie wcześniej zaplanowaliśmy, i właśnie teraz wezmę się za to, trzeba dokończyć pewną sprawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz